Wielkanoc, najważniejsze święto w kalendarzu chrześcijańskim, przez wieki obrosło w bogatą warstwę obrzędów ludowych, które dziś często pozostają już tylko w sferze wspomnień. Współczesne obchody koncentrują się wokół święconki, mszy rezurekcyjnej i rodzinnego śniadania, jednak dawniej okres ten wypełniały głośne, żywiołowe i niekiedy zaskakujące praktyki, będące mieszanką wiary, magii i społecznej zabawy.
Wielkopiątkowe hałasy i symboliczne pożegnania
Wielki Piątek, jako dzień żałoby i powagi, w tradycji ludowej miał również swój dźwiękowy wymiar. „W wielu regionach Polski, zwłaszcza na Kaszubach i Kujawach, istniał zwyczaj grzechotania i klekotania” – wyjaśnia etnografka, Katarzyna Wrótniak-Paszyn. Drewniane grzechotki, terkotki i taradajki zastępowały wówczas milczące dzwony kościelne, które, zgodnie z legendą, odlatywały do Rzymu. Ten hałaśliwy rytuał nie tylko ogłaszał czas modlitwy, ale także, w wierzeniach ludowych, miał odpędzać złe moce i symbolizować trwogę towarzyszącą śmierci Chrystusa.
Jednym z najbardziej malowniczych, a dziś niemal zupełnie zapomnianych zwyczajów, był tzw. „pogrzeb żuru” lub „pogrzeb śledzia”. Obrzęd ten odbywał się w Wielką Sobotę lub czasem w Poniedziałek Wielkanocny i stanowił radosne pożegnanie z postnym jadłem. „Garnek z żurem, który przez cały Wielki Post był podstawą postnej diety, albo wieszano na drzewie, albo rozbijano, a niekiedy uroczyście zakopywano w ziemi” – dodaje Wrótniak-Paszyn. Podobny los spotykał śledzia, często przybijanego do drzewa lub „topionego” w rzece. Był to wyraz ulgi i radości z końca surowego postu oraz zapowiedź nadchodzącej uczty.
Dyngusowe przywoływki i sztuka unikania oblania
Lany Poniedziałek, czyli śmigus-dyngus, to zwyczaj, który przetrwał w najszerszym zakresie, choć jego forma znacznie się zmieniła. Dawniej był to złożony obrzęd o charakterze zalotnym i symbolicznym, łączący polewanie wodą (śmigus) z możliwością „wykupienia się” pisanką lub drobnym datkiem (dyngus). Chłopcy odwiedzali domy dziewcząt, śpiewając przy tym specjalne, często frywolne przyśpiewki zwane „przywoływkami” lub „dyngusowymi pieśniami”.
„Pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych, należało uważać tego dnia. Na zewnątrz 'czyhały’ całe grupki dzieci i młodzieży gotowe na to, by oblać wodą przechodniów” – wspomina toruńska przewodniczka. To wspomnienie oddaje żywiołowy charakter tego dnia sprzed ery wszechobecnych plastikowych pistoletów. Woda, symbol życia, oczyszczenia i płodności, lejąca się z wiader, misek i sikawki, miała przynieść zdrowie i urodę. Dziewczęta, które zostały obficie oblane, mogły czuć się wyróżnione, choć nie zawsze było to dla nich komfortowe doświadczenie.
Znaczenie i przemiany tradycji
Te dawne praktyki pełniły szereg funkcji w społecznościach wiejskich. Były one swoistym wentylem bezpieczeństwa, pozwalającym na chwilowe zawieszenie norm społecznych i wyrażenie emocji. Wzmacniały także więzi wspólnotowe i stanowiły rytualne przejście z okresu postu i zadumy w czas radości i odrodzenia. Obrzędy takie jak pogrzeb żuru miały charakter magiczny – poprzez symboliczne pozbycie się postnego pożywienia, pozbywano się również trudów i ograniczeń minionego okresu.
Dziś, w zdominowanej przez komercję i miejski styl życia rzeczywistości, większość z tych zwyczajów odeszła w zapomnienie. Pozostał przede wszystkim śmigus-dyngus, często spłycony do formy zabawy z wodą. Jednak wzrost zainteresowania etnografią, lokalnym dziedzictwem i rekonstrukcjami historycznymi sprawia, że niektóre tradycje, jak np. wielkopiątkowe grzechotki, są przywracane przez lokalne stowarzyszenia i muzea. Stanowią one nie tylko ciekawostkę folklorystyczną, ale także żywe świadectwo duchowości, humoru i pomysłowości naszych przodków, dla których święta były głęboko zakorzenione w cyklu przyrody i życia wspólnoty.
Foto: bi.im-g.pl


